Wyjazd do Flamanville
Zastanawiam się, czy byłam w tym samym miejscu, z tym samymi osobami i czy aby na pewno to samo oglądaliśmy...
Niegościnne wybrzeża Normandii, ponure, skaliste urwiska. Pogoda jak przystało na ten region; wieje ok. 100km/h, ulewny deszcz przechodzi chwilami w burzę z gradem. Po ok. 18 godzinach podróży, wieczorem przybyliśmy do hotelu, za oknem jest ciemno, przyglądam się, widzę fale oceanu. Jest bardzo mało czasu, po kilkunastu minutach zaplanowana kolacja z merem (u nich jest prościej- mer to sołtys wsi i wójt i burmistrz). Schodzę na dół, mer nie przybędzie, jest za to przewodniczący Lokalnej Komisji Informacji odpowiedzialny za kontakty z miejscowa społecznością oraz ze światem zewnętrznym (my). Kolacja jest półtora godzinnym wykładem na temat ogólnych zasad funkcjonowania EJ, budowy nowego bloku reaktora itp.
Po wykładzie oczekiwane są pytania. Jeden z uczestników naszej wizyty pyta o metody rozwiązywania ewentualnych konfliktów i sprzeciwów społeczności lokalnej.
Pytam o udział mieszkańców w ewentualnych procedurach bezpieczeństwa: czy są w nie włączani, jaka jest ich częstotliwość, czy mają wiedzę, że uczestniczą w ćwiczeniach, czy znają z góry termin...
Francuz odpowiada: mieszkańcy z rejonu EJ oczywiście są objęci obowiązkiem ćwiczeń na wypadek awarii czy katastrofy, przynajmniej raz w miesiącu, nie znają terminów przeprowadzanych akcji i nie mają wiedzy, czy uczestniczą w prawdziwej czy symulowanej akcji.